wtorek, 19 czerwca 2018

Kobieta.

Dwa tygodnie były mi potrzebne na zorganizowanie sobie pracy od nowa. Nowi ludzie, nowy rejon itd.
Przytrafiło mi się, że wśród swoich nowych kontaktów służbowych mam kobiety, sztuk jedną.
I właśnie ta kobieta wprawia mnie w zachwyt, oraz zdumienie.
Fakt, najpierw zdumiało mnie gdy uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy pracuję z kobietami (jedną ale zawsze). Serio, serio.
Jakoś tak się składało.
Wśród znajomych, owszem, mam kobiety ale na zasadzie żon kolegów. I mimo prób ze strony wyżej wymienionych żon, nie zaprzyjaźniam się nimi. Tak mam i już.
Dlatego nie ma się co dziwić, że korzystam z nowego zjawiska do wypęku, aczkolwiek z dystansem. Kiedy wyczuję, że kobieta chce zadzierzgnąć bliższe więzy, wycofuję się na jakiś czas aż zapędy zdechną śmiercią naturalną. Wtedy znowu mogę rozmawiać o dupiemaryni aż do niedobrze.
Po ponad dwóch tygodniach odkryłam, że kobiety- a w zasadzie ta jedna, która służy mi za egzemplarz poglądowy- specjalizują się w zaklinaniu rzeczywistości.

Przykład pierwszy.
Siwy (w sensie, że kolor) nie ma prawa bytu jeżeli zagnieździ się na kobiecej głowie!
Siwy włos to wróg czyhający na wizerunek, samopoczucie i inne takie tam.
Natentychmiast po odkryciu obrzydliwca, należy go eksterminować z cebulą, korzeniem czy co tam włos posiada.
Po sprawdzeniu, że został wyrwany właściwy, spuścić go w sedesie upewniając się, że cholera nie pływa gdzieś na wierzchu.
Następnie należy przekonać ewentualnych spostrzegawczych (i bezczelnego Akulara co to złośliwie zwerbalizowała odkrycie), że to przesądy światło ćmiące oraz to nie był wcale włos. Po prostu kobieta oskarżona o posiadanie onego, tarzała się po strychach i pajęczyna się głowy uczepiła!
Nie ma siwych włosów gdyż jest młoda i młoda oraz młoda i przede wszystkim nie ma zamiaru posiadać.
A włosów nie farbuje z powodu siwizny ale dlatego, że ją relaksuje sam proceder.
Nie przeczę, że ubawiłam się po pachy.
BO JA MAM SIWE WŁOSY!
Nie ukrywam ich, wręcz przeciwnie. Nie jest ich tak dużo jak bym sobie tego życzyła ale mam nadzieję, że z czasem będzie ich coraz więcej. Pięknie błyszczą w słońcu.
Nie sądzę też, że mnie postarzają (i tak wyglądam idiotycznie młodo jak na swoje lata) może dlatego, że mam ciemną karnację. A nawet jak się mylę i mię postarzają, to mam to w tak głębokim poważaniu, że nawet ja tak głęboko nie sięgam.
I, żeby nie było…nic mi do tego czy ktoś farbuje włosy z powodu siwizny. Jak chce, jego sprawa!
Ale zaklinanie rzeczywistości to już śmieszne jest.

Przykład drugi.
Menopauza. Z moich obserwacji wynika, że jest to sprawa gorsza nawet od siwego włosa.
Nagłe poty, zmiany nastroju i inne przypadłości, to- jak się dowiedziałam- wina upału, stresu w pracy, męża nieudacznika, dzieci niegrzecznych (nieistotne, że dorosłych i „na swoim”) i wogle.
Prawdziwa (cokolwiek to znaczy) kobieta nie przekwita i na potwierdzenie, rozsiewa- z powodu roztargnienia ponoć- utensylia menstruacyjne oraz głośno utyskuje, że gdzieś zapodziała, a musi wymienić.
- jeżeli poprawi ci to samopoczucie to myśl, że uwierzyłam- poprosiłam bo szkoda mi się zrobiło nieprzekwitniętej.
Prawdziwa kobieta uspokoiła się ale nie do końca, bo przebąkiwała do momentu aż się zorientowała, że za długo to trwa.

Przykład trzeci.
Bluzka nie jest za mała tylko tak się ułożyła, gdyż wnętrze wypełniające bluzkę się schyliło za bardzo.
Guziki nie odpadną z powodu ciasnoty odzieży, to tylko wrażenie oraz napięcie mięśni chwilowe.
Spodnie nie są o numer (jak nie dwa) za małe, a to co się z nich wylewa, to złudzenie optyczne oraz jestem ślepa.  A że termin zmiany szkieł minął mi jakieś pół roku temu więc zapewne wzrok mi poleciał na łeb na szyję co powoduje, że nie mogę się wypowiadać w temacie- co widzę. Bo źle widzę!
Kobieta jest szczupła, a ci co twierdzą inaczej się nie znają i mus ich uświadamiać co też wyżej wymieniona czyni przy byle okazji.
Jest też przeciwległy biegun. Wiecznie za gruba. Nawet wtedy gdy rzeczywistość temu przeczy.
Obecnie mam do dyspozycji tylko opcję z wylewającą się z odzieży, opuchliną głodową ale i tak jest zabawnie.
Wiem, że znacznie prościej byłoby zaakceptować siebie i nie zaklinać rzeczywistości ale mam wrażenie, że to hard level.

Ciekawe co będzie dalej i już się cieszę, obojętne co to będzie.

Muza na dziś.