poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Koniec poczty.

W pobliżu mam dwie. Jedna bliżej ale nie po drodze, druga dalej za to po drodze wszędzie, gdziekolwiek bym nie jechała.
Kto mię zna lepiej, ten wie, że poczta to instytucja do której pałam miłością wielką i dozgonną, gdyż odkąd pamiętam każda wizyta w w/w dostarczała mi radości co niemiara.
Nie generalizuję (nie wszystkim urzędnikom okienek pocztowych  myślenie jest obce), podejrzewam, że zwyczajnie miałam farta i trafiałam wyłącznie na jednostki wybitne.
Dlatego też ucieszyłam się jak prosię w deszcz kiedy się okazało, że mus się wybrać na pocztę.
Wsiadłam więc na rower i śmignęłam do tej, która jest bliżej.
Godziny pracy urzędu, wydrukowane na kartce przyklejonej do drzwi, obwieszczały, że jest otwarta codziennie, nawet w SOBOTY.
Oraz popołudniami.
- jakiś żart?!
Rozejrzałam się czujnie dookoła podejrzewając, że czyhają dzieś ukryte kamery co by rejestrować reakcje petentów na te bajki.
- gupia ty!- prychnęłam z politowaniem nad stanem własnego umysłu. Przecież wiadomo, że jak coś jest ukryte to tego  nie widać.
Ze twardym postanowieniem niedziwienia się, przestąpiłam próg.
Pusto! Jestem jedynym klientem!
Nie traciłam jednak wiary, bo sprawa z którą przyszłam, w poprzednich placówkach budziła popłoch oraz sprawiała problemy.
- dzień dobry!- z okienka uśmiechała się do mnie drobna, szczupła kobieta.
- dziędobry!- odpowiedziałam i zapobiegawczo (załatwiałam podobne sprawy nie raz i wiem ile czasu to zajmuje) zaległam na ladzie.
- mam taką sprawę….- wyłuszczyłam pani problem z którym przybyłam.
- poproszę dowód i codice fiscale- usłyszałam i natentychmiast spełniłam prośbę gdyż byłam przygotowana.
- dziękuję!- usłyszałam po dwóch minutach.
- TO WSZYSTKO?!?! JUŻ.?!?!
- tak, dziękuję pani bardzo, to wszystko, do widzenia następnym razem.
I uśmiech niewymuszony, serdeczny, że klient jest mile widziany.
Ponieważ przeżyłam szok, nie pamiętam czy opuszczając placówkę powiedziałam- dowidzenia, oraz zupełnie nie wiem jak dojechałam do domu. W kategoriach cudu traktuję, że dojechałam w jednym kawałku!

PS.
Już wiem, że w miejscu opowieści z poczty powstaną opowieści z banku. Byłam w zeszłym tygodniu i wizyta przeszła me najśmielsze oczekiwania.

Muza na dziś.